Profesjonalna uprawa konopi w Tajlandii. Rozmowa z growerem z Koh Samui
Sympatyczny Belg Sof zbudował na Koh Samui halową farmę Jungle Haze Farm i obecnie dostarcza kwiaty do dziesiątek, a nawet setek sklepów w całej Tajlandii oraz buduje nową uprawę w Bangkoku. W wywiadzie opisuje, co zmieniło się w praktyce po 2022 roku, dlaczego nalega na testy laboratoryjne i jak na „dzikim zachodzie” tajskiego rynku można przetrwać tylko dzięki profesjonalizmowi.
Sof jest z wykształcenia hydraulikiem z Belgii, który zaczął uprawiać konopie już w latach 2012–2014 w ramach klubu konopnego, a później działał również na scenie barcelońskiej. Na Samui przeniósł się w 2022 roku, aby żyć na wyspach, nurkować i z powodów osobistych, ale po zmianie ram prawnych podjął jasną decyzję – wykorzystać swoje doświadczenie w uprawie i rozpocząć legalną produkcję komercyjną.
SS: Sof, skąd pochodzisz i jak w ogóle trafiłeś do branży związanej z konopiami?
Sof: Pierwotnie byłem hydraulikiem w Belgii, ale uprawiałem konopie w stylu „underground” dla klubu konopnego już około 2012–2014 roku. Założyłem ten klub i nazwałem go Trekt Uw Plant (to flamandzka gra słów, która oznacza coś w rodzaju „uprawiaj własną roślinę”). Cała sprawa zakończyła się procesem sądowym, który nie zakończył się zbyt dobrze. Od tego czasu Belgia jest bardzo opóźniona w dziedzinie konopi.
Potem przyszła Barcelona. Dlaczego akurat tam?
W 2014 roku przeniosłem się do Barcelony, gdzie wtedy zaczął się boom na kluby społeczne, były one tolerowane i miało to sens również z punktu widzenia uprawy. Później wróciłem do Belgii, kontynuowałem uprawę, ale niestety złapano mnie i skazano za uprawę, więc musiałem z tym skończyć.
A Tajlandia? Kiedy i z jakiego powodu trafiłeś na Koh Samui?
Przeprowadziłem się tu w maju 2022 roku, szczerze mówiąc, wcale nie z powodu konopi. Lubię nurkowanie, znałem ten region (Samui/Phangan/Tao) i podoba mi się lokalna „atmosfera” – dla mnie to prawie raj.
Kiedy stało się to biznesplanem?
Poznałem tajską dziewczynę i zobaczyłem, jak ciężko się tu pracuje w turystyce – 10 do 12 godzin dziennie, często bez wolnego – prawie nie mieliśmy czasu wolnego. Chciałem zbudować coś, co pozwoli nam spędzać więcej czasu razem, a kiedy zmieniły się przepisy dotyczące konopi, zdałem sobie sprawę, że może to być realna okazja.
Jak opisałbyś to, co wydarzyło się w Tajlandii w 2022 roku? Czy była to „legalizacja”?
Nie, nie była to legalizacja – w czerwcu 2022 roku Tajlandia „tylko” usunęła marihuanę z list narkotyków. To duża różnica. Marihuana nie jest w tym rozumieniu „narkotykiem”, ale w przypadku ekstraktów i produktów przetworzonych nadal jest to kwestia delikatna i często nielegalna, jeśli przekracza 0,2% THC.
Mimo to na wyspach powszechnie spotyka się edibles i różne „ekstrakty”…
Moim zdaniem panuje tam duże zamieszanie. Edibles są problemem, jeśli nie są zarejestrowane w FDA i nie spełniają norm higienicznych produkcji, nie chodzi tylko o procent THC. Rzeczywistość często przypomina „dziki zachód” – ludzie robią, co chcą, a potem raz na jakiś czas pojawia się kontrola i zamyka licencje lub sklepy.
Kiedy zdecydowałeś się założyć Jungle Haze i co było najtrudniejsze na początku?
Decyzja zapadła w listopadzie 2022 roku i zacząłem szukać miejsca, ale na Samui jest to trudne, ponieważ nie ma tu zbyt wielu terenów przemysłowych. W końcu znalazłem opuszczoną fabrykę materacy lateksowych, oficjalnie nabyłem ją 1 stycznia 2023 roku i wraz z dziewczyną założyliśmy firmę.
Jak przebiegała budowa w tym, dla Europejczyka dość odmiennym środowisku?
Nie było to wcale łatwe. Nikt tutaj nie umiał wtedy budować „hi-tech” farmy indoorowej, większość musiałem zaprojektować sam i sprowadzić wiele rzeczy, ponieważ sprzęt i oświetlenie nie były powszechnie dostępne. Ponadto pierwszy wykonawca okazał się oszustem, straciłem dwa miesiące i pieniądze, aż druga ekipa doprowadziła projekt do końca.
Kiedy zebraliście pierwsze plony i jak duża jest obecnie produkcja?
Uprawę rozpoczęliśmy w maju 2023 r., pierwsze zbiory miały miejsce w sierpniu, a pierwsze sprzedaże suszonych kwiatów we wrześniu 2023 r. Jesteśmy obiektem z 40 lampami, mamy około 320 roślin w fazie kwitnienia i zbieramy plony jeden po drugim.
Co dla Ciebie stanowi podstawę „profesjonalnej” uprawy indoor?
Kontrola środowiska i spójność: LED, sterowanie, CO2, a przede wszystkim precyzyjne nawożenie i podlewanie. Używamy wody RO, mieszamy nawozy za pomocą dozowników do zbiornika partiowego, codziennie mierzymy EC i pH w odpływie, a następnie dostosowujemy strategię nawadniania do poszczególnych odmian. Stosuję tak samo zaawansowane metody, jak najlepsi growerzy w USA.
Padają tu słowa takie jak wełna mineralna, „wysokoczęstotliwościowe” nawadnianie i wysokie EC – dla wielu hodowców brzmi to ekstremalnie.
Należy zrozumieć różnicę między tym, co podajesz roślinom, tym, co znajduje się w strefie korzeniowej, a tym, co mierzysz w odpływie – odpływ jest mieszaniną i może być mylący. U nas chodzi o stabilność: kiedy podłoże wysycha, EC gwałtownie wzrasta, co powoduje oparzenia roślin, więc częste „strzały” nawadniające pomagają temu zapobiec.
(Uwaga: EC to przewodność roztworu, w uproszczeniu pokazuje, ile soli/składników odżywczych jest rozpuszczonych w pożywce; wyższe EC oznacza „silniejszy” roztwór).
Dlaczego tak bardzo skupiacie się na testach laboratoryjnych i standardzie GCP?
Ponieważ jeśli jesteś farmą zgodną z GCP, musisz wysyłać każdą partię do laboratorium w Bangkoku, jest to obowiązkowe. I wtedy widzisz rzeczywistość: rzeczywiste wyniki to zazwyczaj 20–26% THC, czasami nawet poniżej 20, podczas gdy wiele sklepów bez testów wpisuje w menu „30%”. Ale testowanie nie dotyczy oczywiście tylko THC. Testuje się oczywiście również bezpieczeństwo i czystość kwiatów.
(Uwaga: GCP to standard dobrej praktyki uprawowej – zestaw zasad i kontroli, które mają zapewnić identyfikowalność i bezpieczeństwo produkcji).
Wiemy jednak, że jakość to nie tylko THC...
THC to tylko część. Uprawiamy odmiany o wysokiej zawartości THC, ale jakość zależy od tego, jak się je uprawia, od terpenów, czystości i przetwarzania. Rynek potrzebuje edukacji, ponieważ wiele osób kupuje na podstawie liczby, która często nie jest prawdziwa.
(Uwaga: Terpeny to substancje aromatyczne, które nadają odmianom zapach i smak; często decydują o „doświadczeniu” bardziej niż sam procent THC).
Jak rozwiązujecie kwestię genetyki, skoro w Tajlandii nie można tak po prostu sprowadzić klonów z USA?
Moim zdaniem import klonów jest „bardzo nielegalny”, więc genetykę rozwiązujemy poprzez nasiona, kontakty, a także hodowlę tkankową. Dużo inwestuję w genetykę. Mam własny „bank” różnych klonów i fenotypów, ale już doświadczyłem utraty genetyki z powodu „wirusa” i musiałem wszystko wyrzucić i zacząć od nowa.
Ile faktycznie produkujecie i jak wygląda proces zbiorów?
Mamy cztery stoły do suszenia, celujemy w około 100 g suszu z rośliny, co daje około 32 kg z jednego zbioru, w zależności od odmiany. Faza wegetatywna jest bardzo krótka, około 9 dni, kwitnienie trwa 60–63 dni, a zbiory odbywają się pięć razy w roku.
Suszenie i przycinanie – dlaczego nadal robicie to ręcznie, skoro istnieją maszyny?
Suszymy powoli przez około 14 dni, przy około 55–60% wilgotności względnej i temperaturze 16–17 °C, i kontroluję to również poprzez pomiar wilgotności/aktywności wody, a nie tylko za pomocą „testu snap”. Duże kwiatostany suszymy ręcznie, ponieważ chcemy zachować jakość i terpeny. Maszynę używam głównie do suszenia kwiatów „popcorn” do pre-rollów, gdzie praca ręczna jest nieproporcjonalnie droga i niepotrzebna.
Sprzedajesz raczej lokalnie, czy w całej Tajlandii?
Dostarczałem produkty do około 150 sklepów w całej Tajlandii, głównie do miejsc turystycznych, takich jak Bangkok, Phuket, Pattaya, Hua Hin, Chiang Mai, Krabi, a także na wyspy. Obecnie jednak kluczowe znaczenie ma partnerstwo z dużą siecią detaliczną (Weeden) – mają dziesiątki sklepów i dzięki ich danym uprawiamy więcej „na zamówienie”, a nie na ślepo. To duży postęp!
Rynek tajski bardzo się zmienił w ciągu dwóch lat. Co stało się z cenami?
W handlu hurtowym ceny spadły drastycznie. Z około 150–300 bahtów/gram do np. 30–90 bahtów/gram, w zależności od jakości i relacji. W handlu detalicznym ceny oscylują zazwyczaj wokół 150–400 bahtów/gram, chociaż nadal istnieją skrajności i jednocześnie ogromne marże sklepów. W dłuższej perspektywie wydaje mi się to niesprawiedliwe i nie do utrzymania, zwłaszcza że koszty produkcji pozostają mniej więcej takie same.
Myślę, że rynek przechodzi korektę z powodu nadwyżki podaży i że z czasem sytuacja się „ustabilizuje”, gdy część osób sprzedających poniżej kosztów zakończy działalność. Jednocześnie frustrująca jest niepewność regulacyjna. Co kilka miesięcy mówi się o nowych przepisach, licencjach lub o tym, że będzie to tylko „rynek medyczny”.
Pytanie na koniec. Jakie są kolejne cele i plany?
Kolejnym krokiem jest nowa uprawa w Bangkoku, ukierunkowana na eksport do Europy na rynek medyczny, głównie do Niemiec, a celem jest rok 2026. Tam chcę mieć bardziej „jednoodmianowe” podejście i większy nacisk na pracę z czujnikami i strefami dla dokładniejszego sterowania nawadnianiem.
Życzę Soft Secrets wielu sukcesów i bardzo dziękuję za rozmowę!
Przeczytaj na Soft Secrets także o: