Konopie w raju. Podróż na Filipiny śladami lokalnych growerów
Filipiny, złożone z ponad siedmiu tysięcy wysp, są jednym z najpiękniejszych krajów na świecie. Mimo to turystyka jest tam wciąż słabo rozwinięta, między innymi z powodu kruchej gospodarki, ogromnych nierówności społecznych i powszechnej biedy. Podróżnik, który zdecyduje się odwiedzić ten kraj, odkrywa jednak prawdziwy raj: opustoszałe plaże z białym piaskiem, bezludne wyspy, niezliczone podwodne cuda oraz hojną, niezwykle gościnną i anglojęzyczną ludność.
Po aresztowaniu i ekstradycji byłego prezydenta Rodrigo Duterte do Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze w związku ze zbrodniami przeciwko ludzkości popełnionymi w ramach jego absurdalnej „wojny z narkotykami”, na archipelagu wydaje się panować spokojniejszy i bardziej stabilny okres. Mimo to legalizacja konopi na wzór tej wprowadzonej w Tajlandii pozostaje całkowicie wykluczona z debaty politycznej.
Konopie w cieniu wojny z narkotykami
Soft Secrets udało się do tego raju położonego na drugim końcu świata i spotkało kilku lokalnych growerów.
Otwarta debata na temat narkotyków nie jest obecnie tematem dyskusji w tym w większości katolickim kraju. Mimo to chcieliśmy dowiedzieć się więcej o konsumpcji konopi na Filipinach, pomimo naszego szoku i zdumienia po przeczytaniu w lokalnej gazecie, że samo posiadanie zaledwie jednego grama konopi może skutkować karą pozbawienia wolności sięgającą nawet dwóch i pół roku.
„Widzicie, media i władze rozpowszechniają zdecydowanie antynarkotykowy przekaz, ale wśród ludności większość ludzi toleruje używanie konopi” - wyjaśnia Johnny, Amerykanin z Hawajów, który od kilku lat mieszka na Filipinach. „Dla większości ludzi najważniejsze jest, aby nie mieć do czynienia z shabu” (shabu to lokalna nazwa metamfetaminy, której dotyczy rozbudowany czarny rynek - przyp. red.).
32-letni Johnny i jego 26-letni filipiński partner Marty mieszkają w Baguio, mieście położonym na Luzonie, największej i najbardziej wysuniętej na północ wyspie Filipin. Ojciec Johnny’ego jest Amerykaninem, a matka Filipinką. Przez długi czas mieszkał w Stanach Zjednoczonych. Od prawie ośmiu lat ponownie mieszka na Filipinach, gdzie utrzymuje się z drobnego handlu konopiami. Wraz z Martym, który jest kierowcą zmotoryzowanego tricykla (bardzo popularnego lokalnego środka transportu) od czasu do czasu dostarcza konopie mieszkańcom i turystom. Obaj dobrze znają lokalną scenę narkotykową.
Od czasu do czasu spędzają czas na polach położonych w okolicach Baguio, w prowincji Pangasinan, skąd pochodzi znaczna część konopi produkowanych na Filipinach. Rolnicy ukrywają swoje plantacje konopi pośród rozległych pól kukurydzy lub ryżowisk.
Tarasy ryżowe Banaue są słynne na całym świecie i często uważa się je za ósmy cud świata. Około 2000 lat temu zostały wyrzeźbione na zboczach gór przez lokalne plemię. Od tamtej pory wykorzystywane są do uprawy ryżu, ale czasami służą również do nielegalnej uprawy konopi. Najlepsza część zbiorów jest eksportowana za granicę, podczas gdy reszta (produkty niższej jakości) trafia na lokalny rynek.
Soft Secrets: Czy rolnicy z okolic Baguio czerpią większość swoich dochodów z handlu konopiami?
Johnny: Nie, to tylko dodatek, niewielkie dodatkowe źródło dochodu, które pomaga im związać koniec z końcem. Lokalna policja i wojsko wiedzą o tym. Co więcej, chronią nawet uprawy, oczywiście w zamian za pieniądze.
Marty: Często rolnicy, którzy nie uprawiają konopi, widzą, jak ich ziemia jest konfiskowana przez lokalne władze, albo są naciskani, aby rozpocząć ich produkcję, tak aby władze mogły później nakładać na nich podatki. Trzeba pamiętać, że Filipiny należą do najbardziej skorumpowanych krajów na świecie…
Jak wygląda uprawa konopi na Filipinach?
Johnny: Już na etapie wzrostu plantacje są rozdzielane w taki sposób, aby było wiadomo, która ich część trafi na rynek lokalny, a która zostanie przeznaczona na eksport. Rośliny przeznaczone na eksport są otaczane szczególną opieką: rolnicy częściej odwiedzają uprawy, aby usuwać chore gałęzie lub podwójne rozgałęzienia.
Uprawia się tutaj zarówno odmiany indica, jak i sativa. Indiki są przeznaczone na eksport, podczas gdy sativy trafiają na rynek lokalny. Nasiona są starannie zbierane, aby później wykorzystać je do ponownego wysiewu. Nikt nie uprawia z klonów ani nie stosuje tego rodzaju metod.
Indiki są uprawiane przez cały rok, czyli przez około dziesięć miesięcy, a pod koniec kwitnienia wszystkie liście są usuwane z gałęzi. Pozostają wówczas jedynie duże, pozbawione liści kwiatostany. Technika ta pozwala growerom uzyskać większe kwiaty, a tym samym lepsze plony.
Kiedy nadchodzi czas zbiorów, podlewanie zostaje przerwane, ale rośliny pozostają na miejscu jeszcze przez miesiąc. Kwiaty zaczynają wtedy przybierać fioletowy odcień. Na tym etapie kwiatostany są bogate w THC, a cała woda jest stopniowo odprowadzana z gałęzi, do tego stopnia, że w momencie zbiorów wystarczy je zgiąć, aby się złamały. Same kwiaty pozostają natomiast wilgotne.
Suszenie odbywa się w małych szopach wyposażonych w wentylatory albo kwiaty są po prostu umieszczane w dużych, podłużnych kartonowych pudełkach. Dość powszechne jest również suszenie kwiatostanów wewnątrz bambusowych łodyg.
Baguio i jego okolice stanowią prawdziwą naturalną szklarnię. Panujące tam warunki klimatyczne są niemal idealne do uprawy konopi. Ale to nie wszystko, ponieważ praktycznie wszystko tutaj rośnie: owoce, warzywa, ryż i rośliny ozdobne.
A jak wyglądają ceny?
Marty: Tutaj konopie sprzedaje się w saszetkach, paczkach lub pudełkach. Można również kupić jointy. Jednak najczęściej są one sprzedawane na kilogramy. Kilogram można kupić za około 100 euro. Płytka haszyszu o wadze 50 gramów kosztuje od 500 do 1000 euro.
Johnny: Zwykły joint kosztuje około 50 filipińskich peso (około 0,70 euro). Saszetka zawierająca jeden gram kosztuje około 100 peso (około 1,50 euro). Pół kilograma kosztuje 1000 peso (około 15 euro), a kilogram od 2500 do 4000 peso (od 35 do 60 euro).
Kiedy Amerykanie byli jeszcze tutaj obecni, ceny były znacznie niższe, a jakość dziesięciokrotnie lepsza (do 1992 roku amerykańska marynarka wojenna i siły powietrzne utrzymywały znaczącą obecność na Filipinach - przyp. red.). W rejonach, w których mieszkali Amerykanie, lokalna policja była znacznie bardziej dyskretna, co sprawiało, że handel był zdecydowanie łatwiejszy.
Jakie odmiany konopi można znaleźć na Filipinach?
Marty: Zdecydowanie najlepsza odmiana, jaką można tutaj znaleźć, nazywa się Buntot Pusa, co oznacza koci ogon. Poza nią najpopularniejszą odmianą średniej jakości jest Baguio Gold. Jest też Lagkitan, co oznacza lepka, a także Violet, odmiana o purpurowym kolorze. To najczęściej spotykane tutaj genetyki.
Czy w tym katolickim kraju jest wielu konsumentów?
Johnny: Szacuję, że około 50% populacji, zarówno młodych, jak i starszych, pali regularnie. Tutaj palenie jest aktywnością społeczną, którą często praktykuje się w gronie przyjaciół, podczas posiłków, imprez czy wspólnych wyjść. Nie zmienia to faktu, że robi się to bardzo dyskretnie i w tajemnicy. Nie palimy w miejscach publicznych ani w obecności nieznajomych. To proszenie się o kłopoty.
Jak ludzie palą na Filipinach?
Marty: Nie można tutaj znaleźć bibułek King Size, ponieważ nie są one sprzedawane. Konopie pali się bez dodatków, zawijając je w ręcznie robiony papier. Pali się je również w fajkach, najczęściej wykonanych z bambusa przez samych konsumentów.
Johnny: Młodsi mają tendencję do robienia czegoś, co nazywa się Prison Bong, czyli improwizowanej fajki wykonanej z aluminiowego opakowania po paczce papierosów. Zwijają je, tworząc coś w rodzaju rurki z zakrzywieniem na jednym końcu. Następnie umieszczają kilka drobno pokruszonych okruszków konopi w prowizorycznym cybuchu. Konopie pali się bez dodatku tytoniu.
Marty: Akcesoria takie jak bongo czy fajki wodne nie są tutaj dostępne. Czasami zdarza się, że jakiś obcokrajowiec przywiezie ze sobą takie akcesorium, ale bardzo rzadko można je zobaczyć.
Co się dzieje w najgorszym przypadku, jeśli zostanie się aresztowanym?
Johnny: W 99% przypadków można natychmiast rozwiązać problem, wręczając łapówkę policjantowi, który was zatrzymał. Wszyscy policjanci są tutaj skorumpowani. Właśnie dlatego tak uważnie was obserwują. Nie chodzi o to, że są przeciwni narkotykom; przede wszystkim chcą zarobić trochę dodatkowych pieniędzy.
Marty: Jeśli nie macie przy sobie gotówki, musicie jak najszybciej ją zdobyć, w przeciwnym razie będziecie mieli poważne problemy.
Johnny: Oczywiście obcokrajowcy płacą więcej niż Filipińczycy. Jeśli zostaniecie zatrzymani z jointem, możecie być pewni, że będzie was to kosztować co najmniej 1000 dolarów. Jeśli macie na sobie wartościowy zegarek lub naszyjnik, z nimi również możecie się pożegnać. Jeśli nie zapłacicie, traficie do celi. A kiedy znajdziecie się stłoczeni z dwudziestoma innymi osobami na kilku metrach kwadratowych, uwierzcie mi, szybko dochodzi się do wniosku, że lepiej wybrać mniejsze zło. Bywalcy wiedzą, jak to działa. To często nowicjusze, osoby, które nie mają żadnych kontaktów, zostają zatrzymane.
Marty: Jeśli jesteście obcokrajowcami i nie macie przy sobie gotówki, policjant spokojnie odprowadzi was do hotelu, abyście mogli zdobyć pieniądze. Może również eskortować was do bankomatu lub banku.
Johnny: Tego rodzaju transakcja zazwyczaj nie trwa dłużej niż jeden dzień, ponieważ w przeciwnym razie mogłaby stworzyć problemy dla danego policjanta. Jeśli dzień się skończy, zanim uda wam się zdobyć pieniądze, traficie na komisariat. Mój amerykański przyjaciel został kiedyś odprowadzony do hotelu, gdzie miał przy sobie jedynie czeki podróżne, a banki były już wtedy zamknięte. Musiał opłacić pokój, aby policjant mógł spędzić noc w tym samym hotelu. Następnego ranka obaj udali się bezpośrednio do banku.
Marty: W międzyczasie funkcjonariusz zadbał o to, aby ktoś go zastąpił na komisariacie, żeby jego nieobecność nie została zauważona. Policjanci zajmujący wyższe stanowiska często wykorzystują swoich podwładnych do finalizowania tego rodzaju transakcji, aby uniknąć sytuacji, w której sami zostaliby przyłapani na takim działaniu.
Johnny: Policjanci niższego szczebla również nie chcą, aby ich koledzy widzieli, ponieważ mogliby być zmuszeni do podzielenia się częścią pieniędzy, które udało im się wyłudzić.
A co z karami więzienia?
Johnny: Jeśli nie macie pieniędzy potrzebnych do kupienia sobie wolności, możecie spędzić w więzieniu dużo czasu. Za zwykłego jointa kara wynosi zazwyczaj dwa lata i cztery miesiące. To kara podstawowa. Jeśli jednak zostaniecie znalezieni w posiadaniu większej ilości konopi, kara wzrasta. Trzeba również wiedzieć, że kara dwóch lat i czterech miesięcy obowiązuje tylko wtedy, gdy zostajecie zatrzymani po raz pierwszy. W przypadku recydywy sankcja jest znacznie surowsza. Jeśli zostaniecie zatrzymani z ilością przekraczającą dwa kilogramy, automatycznie zostajecie skazani na dożywotnie pozbawienie wolności.
Marty: Tutaj policja ma własnych informatorów. Otrzymują oni dodatkowe wynagrodzenie za donoszenie na innych. Zazwyczaj dostają część łapówki. Często informatorzy odsprzedają później skonfiskowane konopie w zamian za prowizję.
Johnny: Mój inny amerykański przyjaciel widział, jak policja przeszukała jego dom, gdy dokonywał transakcji z trzema innymi Amerykanami. Policjanci znaleźli osiem kilogramów konopi, kokainę i strzelbę. Ostatecznie cała czwórka uniknęła skazania dzięki łapówce w wysokości miliona peso, którą podzielili między siebie. Im poważniejsze przestępstwo, tym więcej pieniędzy trzeba mieć w kieszeni! (śmiech).
Jakie środki ostrożności powinni zachować turyści?
Johnny: Nigdy nie należy samemu udawać się na miejsce transakcji, ponieważ ryzyko, że wyda was informator, jest zbyt duże. Najczęściej prosi się o pomoc kierowcę zmotoryzowanego tricykla, choć wielu z nich również jest informatorami. Poza tym nie zawsze są to osoby godne zaufania.
Trzeba negocjować żądaną cenę, ale jeśli będziecie się zbytnio targować, a kierowca uzna, że traci zbyt dużą część swojej prowizji, może was po prostu wydać. Dopiero gdy zaakceptujecie cenę, którą uzna za odpowiednią (czyli cenę zdecydowanie zawyżoną) macie szansę uniknąć kłopotów.
Jeśli wydacie mu się zbyt aroganccy albo nie spodoba mu się wasz wygląd, możecie być pewni, że bez wahania was wyda. Nie, najlepiej szybko znaleźć sobie lokalną dziewczynę i powierzyć jej to zadanie. Ona zna tutejsze zwyczaje. Zdecydowanie odradzam turystom próby zdobywania narkotyków na własną rękę. To najlepszy sposób, aby ściągnąć na siebie problemy.
Dziękujemy Marty’emu i Johnny’emu za ich cenne rady i obiecujemy, że podczas naszej kolejnej wizyty przywieziemy im kilka bibułek King Size.
W chwili pożegnania Johnny dodaje:
„Być może zainteresuje was informacja, że lekarze otrzymali niedawno pozwolenie na przepisywanie swoim pacjentom medycznych konopi w przypadku astmy lub artretyzmu. Widzicie, ostatecznie nie jesteśmy aż tak bardzo zacofani!” (śmiech).
Przeczytaj na Soft Secrets także o:
Simon i Serious Seeds: pasja do konopi, która zmieniła życie
Jak światło wpływa na produkcję kannabinoidów i terpenów w konopiach