Hodowcy marihuany walczą z Państwem Islamskim

Soft Secrets
13 Jan 2015

Przy tak wielu konfliktach na Bliskim Wschodzie, ciężko zorientować się, kto walczy z kim. Libańskie wojsko ma nowego sprzymierzeńca, który dotychczas był jednym z jego głównych wrog&o


Przy tak wielu konfliktach na Bliskim Wschodzie, ciężko zorientować się, kto walczy z kim. Libańskie wojsko ma nowego sprzymierzeńca, który dotychczas był jednym z jego głównych wrog&o

Plantacja marihuany w Libanie (PAP/EPA)

Przy tak wielu konfliktach na Bliskim Wschodzie, ciężko zorientować się, kto walczy z kim. Libańskie wojsko ma nowego sprzymierzeńca, który dotychczas był jednym z jego głównych wrogów. Hodowcy marihuany z Libanu mówią, że są gotowi, by pomóc w walce z Państwem Islamskim.

Produkcja haszyszu jest jednym z głównych źródeł dochodu Libańczyków mieszkających w pobliżu granicy z Syrią. Ich produkty znane są na całym świecie.

Libański rząd od lat bezskutecznie walczy z produkcją narkotyków. Jeden z największych lokalnych producentów, Ali Nasri Shamas jest poszukiwany od 35 lat.

W 2007 roku rząd wysłał wojsko do zniszczenia plantacji konopi indyjskich w jednej z przygranicznych miejscowości. To wtedy Shamas i 50 innych mężczyzn stanęło w obronie swoich plantacji.

- Siedzieliśmy na naszej ziemi – mówi Shamas. - Nagle widzimy nadjeżdżającą armię. Wyjmujemy broń – strzelby, karabiny maszynowe i uderzamy w nich wszystkim, co mamy – dodaje.

Shamas mówi, że ten pokaz siły skutecznie odstraszył wojsko. Armia jeszcze tam wracała, ale ostatni raz w 2012 roku. Bo od czasu rozpoczęcia wojny domowej w Syrii, libańscy żołnierze mają inne problemy.

Libańska armia i hodowcy marihuany mają teraz wspólnego wroga. Chodzi o Państwo Islamskie, które niszczy m.in. plantacje konopi w Syrii.

Fabryka należąca do Shamasa znajduje się w pobliżu granicy z Syrią. Wielu okolicznych hodowców boi się przybycia dżihadystów, ale Shamas mówi, że jeżeli do tego dojdzie, to jest na to przygotowany. - To dla Państwa Islamskiego – mówi prezentując maczetę.

Maczeta to tylko część arsenału Shamasa złożonego z karabinów maszynowych, moździerzy i granatników przeciwpancernych, która miała ochronić jego plantację przed libańską armią, a teraz przed dżihadystami.

W niektórych miejscach walka już trwa. Kiedy bojownicy Państwa Islamskiego zaatakowali pobliską wieś, inni hodowcy marihuany dołączyli by jej bronić.

- Celem Państwa Islamskiego jest zastraszanie ludzi. Ale dla nas Państwo Islamskie jest niczym – mówi jeden z hodowców, Abbas.

Abbas, Shamas i wielu innych hodowców marihuany ma doświadczenie z bronią. Większość z nich brała udział w 15-letniej wojnie domowej w Libanie. - Walczyliśmy ze wszystkimi – mówi Shamas. - Z komunistami, Izraelem, Hezbollahem, Syrią – dodaje.

Hodowcy mówią, że nie są związani z żadnym wyznaniem czy partią polityczną. Jak mówią ich walka, to już nie tylko ochrona własnego narkobiznesu. - Popieramy cały Liban – mówi Shamas. - Chrześcijanie, sunnici, szyici – kimkolwiek są, to będziemy ich bronić przed tymi terrorystami – dodaje.
(miko, mj)

Źródło: Wp.pl

S
Soft Secrets